
Import samochodów używanych do Polski wyraźnie hamuje. To nie jest już pojedynczy słabszy miesiąc, ale trend widoczny od ponad pół roku. Dla kierowców oznacza to zmianę w strukturze rynku aut z drugiej ręki. Dla warsztatów blacharsko-lakierniczych może oznaczać coś znacznie ważniejszego: inną strukturę napraw, większe znaczenie aut z polską historią, więcej pracy przy samochodach nowszych i większą presję na jakość dokumentacji oraz technologię naprawy.
Przez lata polski rynek motoryzacyjny był oparty na imporcie samochodów używanych. Warsztaty dobrze znały ten model: auta sprowadzane z Niemiec, Francji, Belgii, Holandii czy USA trafiały do komisów, prywatnych nabywców, a bardzo często także do zakładów blacharsko-lakierniczych.
Część z nich wymagała napraw powypadkowych. Część kosmetyki lakierniczej. Część korekt po wcześniejszych, często nieudokumentowanych naprawach. Dla wielu warsztatów był to stały, przewidywalny strumień zleceń.
Dane za 2026 rok pokazują jednak, że ten model zaczyna słabnąć. Import samochodów używanych spada już kolejny miesiąc. W kwietniu do Polski trafiło mniej aut osobowych i dostawczych niż rok wcześniej, a cały rynek osiągnął najniższy miesięczny wynik od trzech lat.
To ważny sygnał. Nie tylko dla handlarzy. Także dla lakierników, blacharzy, rzeczoznawców, dostawców materiałów i właścicieli serwisów.

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć: skoro mniej aut sprowadzanych, to mniej pracy dla warsztatów. To zbyt proste spojrzenie.
Samochody nie znikają z rynku. Zmienia się tylko ich pochodzenie i struktura. Coraz większe znaczenie mogą mieć auta kupione wcześniej w polskich salonach, z krajową historią serwisową, często młodsze i lepiej udokumentowane
To oznacza, że warsztaty będą częściej pracować przy pojazdach, których właściciel oczekuje naprawy zgodnej z technologią producenta, dobrego dopasowania koloru, prawidłowej dokumentacji i przewidywalnej jakości.
Dla profesjonalnych serwisów to dobra wiadomość. Dla przypadkowych „garażowych” napraw – coraz gorsza.
Import samochodów używanych przez lata napędzał także segment najtańszych napraw. Auto miało wyglądać dobrze do sprzedaży. Czasem liczyła się szybkość i cena, a nie technologia. Szpachla, szybkie lakierowanie elementu, polerka, zdjęcia do ogłoszenia – i samochód trafiał dalej.
Jeżeli takich aut będzie mniej, część warsztatów żyjących z taniego przygotowania samochodów do sprzedaży może odczuć spadek liczby zleceń. Szczególnie tam, gdzie klientem był handlarz, a nie użytkownik końcowy.
Ale równocześnie rośnie znaczenie napraw jakościowych. Klient, który kupił samochód w polskim salonie, zna jego historię i chce nim jeździć kilka kolejnych lat, inaczej patrzy na naprawę. Nie pyta wyłącznie: „ile najtaniej?”. Częściej pyta: „czy będzie dobrze?”, „czy kolor się zgodzi?”, „czy naprawa nie obniży wartości auta?”.
To zmienia rozmowę w biurze obsługi klienta.
Dla branży blacharsko-lakierniczej kluczowe jest także to, że rynek będzie stopniowo przesuwał się w stronę samochodów młodszych. A nowsze auta to zupełnie inna rzeczywistość naprawcza.
Więcej czujników. Więcej systemów ADAS. Więcej elementów aluminiowych, tworzyw sztucznych, stali o podwyższonej wytrzymałości. Więcej lakierów specjalnych, perłowych, trójwarstwowych i trudniejszych kolorów. Więcej procedur, których nie da się pominąć bez konsekwencji.
Lakiernik i blacharz będą musieli coraz częściej pracować nie tylko „ręką i okiem”, ale także dokumentacją technologiczną. To oznacza większe znaczenie szkoleń, wyposażenia, kabin, systemów pomiarowych, spektrofotometrów, lamp inspekcyjnych i materiałów lakierniczych o przewidywalnych parametrach.

W danych rynkowych widać także dwa ciekawe kierunki. Po pierwsze – wciąż istotny jest import aut ze Stanów Zjednoczonych. Po drugie – zaczyna rosnąć, choć z niskiej bazy, import samochodów z Chin
Dla warsztatów oznacza to kolejne wyzwania. Samochody z USA często trafiają do Polski po szkodach, niekiedy poważnych. Wymagają dobrej oceny konstrukcji, geometrii, dostępności części i realnego zakresu naprawy. Z kolei auta chińskie to temat dopiero rozwijający się: nowe marki, nowe lakiery, inne rozwiązania konstrukcyjne, czasem ograniczona dostępność dokumentacji i części.
Branża powinna się temu przyglądać już teraz. Chińskie samochody nie będą wyłącznie tematem salonów sprzedaży. Za chwilę staną się również tematem serwisów, lakierni i blacharni.
Zmiana struktury rynku używanych aut będzie miała konsekwencje także dla producentów i dystrybutorów materiałów lakierniczych.
Warsztaty będą potrzebowały systemów pozwalających pracować szybciej, ale bez obniżania jakości. Rosnąć będzie znaczenie produktów energooszczędnych, szybkich lakierów bezbarwnych, podkładów skracających proces, systemów do małych napraw i technologii umożliwiających ograniczenie kosztów kabiny.
Jednocześnie coraz ważniejsze będzie wsparcie techniczne. Sam produkt już nie wystarczy. Warsztat będzie oczekiwał receptury, szkolenia, doradztwa, pomocy przy trudnym kolorze i jasnych procedur.
To dobry moment dla firm, które nie sprzedają wyłącznie puszki lakieru, ale cały proces naprawczy.
Mniej importowanych aut i większy udział samochodów z krajową historią może przełożyć się również na rynek szkód komunikacyjnych. Auta młodsze i lepiej udokumentowane częściej trafiają do napraw bezgotówkowych, flotowych lub autoryzowanych. Tam presja na zgodność z technologią jest większa.
Dla niezależnych warsztatów to szansa, ale pod jednym warunkiem: muszą być przygotowane do rozmowy z ubezpieczycielem. Potrzebna jest dokumentacja zdjęciowa, kosztorys, uzasadnienie technologii, znajomość stawek i odporność na wykreślenia pozycji z kalkulacji.
Kto będzie potrafił dobrze udokumentować naprawę, ten zyska. Kto będzie działał „na oko”, może mieć coraz trudniej.
Spadek importu samochodów używanych nie jest katastrofą dla branży naprawczej. Jest raczej sygnałem, że kończy się pewien etap rynku.
Mniej będzie prostych, tanich zleceń robionych wyłącznie pod sprzedaż. Więcej będzie napraw wymagających jakości, technologii, wiedzy i dobrej organizacji pracy. Warsztaty, które inwestują w ludzi, wyposażenie i proces, mogą na tej zmianie skorzystać.
Największe ryzyko dotyczy tych zakładów, które przez lata konkurowały wyłącznie ceną. W nowym układzie sama niska cena może nie wystarczyć.
Dla naszej branży najważniejszy wniosek jest prosty: rynek samochodów używanych się nie kończy, ale staje się bardziej wymagający.
Import samochodów używanych spada, ale samochody nadal będą naprawiane, sprzedawane i odnawiane. Zmieni się tylko profil klienta i oczekiwania wobec warsztatu. Większe znaczenie będą miały naprawy zgodne z technologią, dobór koloru, dokumentacja, terminowość i umiejętność pracy przy coraz nowszych konstrukcjach.
To nie jest zła wiadomość dla dobrych warsztatów. To raczej zapowiedź selekcji. Rynek może być trudniejszy dla przypadkowych wykonawców, ale bardziej opłacalny dla tych, którzy potrafią pracować profesjonalnie.
W najbliższych latach wygrają nie ci, którzy naprawiają najtaniej. Wygrają ci, którzy potrafią udowodnić, że naprawiają dobrze.
Opracowanie: Red
Więcej porad dla lakierników i blacharzy znajdziesz na lakiernik.com.pl oraz naszej grupie branżowej grupie na Facebooku, gdzie praktycy dzielą się doświadczeniami z warsztatu.

Herkules Auto-Technika oficjalnym dystrybutorem marki Spanesi. Na rynek trafia nowoczesna kabina lakiernicza elektryczna ELECTRA Rynek …

W branży lakierniczej czas coraz częściej oznacza realne pieniądze. Warsztaty szukają produktów, które pozwolą szybciej …

Targi Autotechnika Expo 2026 pokazały, jak dynamicznie rozwija się sektor napraw blacharsko-lakierniczych. Profesjonalne pokazy technologii …
