
Od redakcji: Malowanie figurek ma z lakiernictwem samochodowym znacznie więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Szlifowanie, szpachlowanie, podkład, aerograf, dziesiątki cienkich warstw koloru i lakier bezbarwny – Piotr Popielewski, zawodowy lakiernik z Bydgoszczy, wykorzystuje swoje doświadczenie przy tworzeniu kolekcjonerskich figurek, modeli i dioram. Zaglądamy do jego niezwykłego warsztatu, w którym technologia lakiernicza spotyka się ze sztuką i modelarstwem.
Podkład, szlifowanie, szpachlowanie, aerograf, dziesiątki cienkich warstw koloru i na końcu lakier bezbarwny. Brzmi jak praca lakiernika samochodowego? Piotr Popielewski z Bydgoszczy wykorzystuje wiele tych samych zasad, ale na powierzchniach liczonych nie w metrach, lecz w milimetrach. Po pracy zawodowej maluje kolekcjonerskie figurki, dioramy i modele na zamówienie, udowadniając, że między lakiernictwem a modelarstwem jest znacznie więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Od „Władcy Pierścieni” wszystko się zaczęło
Pierwszy kontakt Piotra Popielewskiego z malowaniem miniatur nastąpił ponad dwie dekady temu. Nie było wówczas rozbudowanego warsztatu, kilku aerografów czy zaawansowanych technik cieniowania. Był za to zestaw figurek i pierwsza możliwość sprawdzenia, co można zrobić z niewielkim modelem przy pomocy pędzla i farb.
– W 2004 roku ukazała się kolekcja De Agostini z figurkami „Władcy Pierścieni”. Właśnie od tego zaczęło się u mnie malowanie figurek – wspomina Piotr Popielewski.
Początek był typowo hobbystyczny.
– Miałem wtedy 11 lat. Malowałem pędzelkiem, farbami dołączonymi do zestawu. Oczywiście nie było to żadne zawodowe czy profesjonalne malowanie, tylko czysta amatorska zabawa.
Przygoda z figurkami nie rozwijała się jednak nieprzerwanie. Po pierwszych próbach nastąpiła długa przerwa.
– Kiedy miałem około 14-15 lat, były to jeszcze moje początki. Później przez wiele lat właściwie nie malowałem. Dopiero pięć czy sześć lat temu zacząłem od nowa. I wtedy weszło już bardziej profesjonalne podejście. To właśnie ono dodatkowo mnie nakręciło. Dzisiaj mam nawet grupę stałych klientów i wykonuję modele na zamówienie.
Równolegle rozwijała się druga ścieżka – zawodowa, związana z lakiernictwem.
– Z zawodu jestem lakiernikiem. Mniej więcej w tym samym okresie, kiedy zaczynała się moja pasja do figurek, zainteresowałem się też lakiernictwem. Od 2006 roku zajmuję się nim zawodowo.

Najpierw powierzchnia. Dokładnie jak w lakiernictwie
Zmieniły się materiały, z których wykonywane są figurki. Zmieniła się również technologia ich produkcji. Dawniejsze plastikowe zestawy bardziej przypominały klasyczne modele samolotów czy pojazdów – składały się z wielu drobnych części wymagających wycinania, sklejania i obróbki. Rozwój druku 3D mocno zmienił ten etap pracy.
– Dawniej figurki były głównie plastikowe i sklejało się je podobnie jak modele samolotów czy czołgów. Trzeba było je szlifować i obrabiać. Druk 3D również może składać się z kilku części, ale nie ma już zwykle aż tylu małych elementów do sklejenia. Dostajemy bardziej gotowe bryły.
Nie oznacza to jednak, że model można od razu postawić na stole i zacząć malować.
– Cały model również szlifuję. Szpachluję połączenia, żeby nie było widać miejsc klejenia, a następnie nakładam podkład. Dopiero na przygotowane w ten sposób podłoże zaczynam nakładać farby.
Dla lakiernika samochodowego brzmi to wyjątkowo znajomo. I nie jest to przypadek.
– Podkład pełni właściwie taką samą funkcję jak w lakiernictwie samochodowym. Wypełnia drobne nierówności, a jeśli pojawiają się niewielkie ubytki, także można je nim częściowo wyrównać.
Różnicę stanowi przede wszystkim skala oraz stopień wypełnienia produktu.
– Podkłady dedykowane modelarstwu są bardzo drobnoziarniste i nie wypełniają tak mocno. Współczesny żywiczny druk 3D jest jednak bardzo dokładny. Powierzchnia jest gładka i szczegółowa, dlatego nie ma tam już aż tak dużo obróbki.
Modelarski podkład, ale czasami także samochodowy
W swoim warsztacie Piotr Popielewski korzysta przede wszystkim z produktów przeznaczonych do modelarstwa.
– Są już całe linie produktów dedykowanych modelarzom. Z podkładów i farb korzystam między innymi z Vallejo oraz z produktów AK, przede wszystkim farb trzeciej generacji. To są moje główne materiały.
Doświadczenie lakiernicze sprawia jednak, że granica pomiędzy produktami „modelarskimi” i „samochodowymi” nie zawsze jest dla niego nieprzekraczalna.
– Przy niektórych projektach używam również podkładów samochodowych. Może to być produkt w sprayu albo dwukomponentowy podkład z puszki.
Wiele zależy od materiału figurki. A tych w modelarstwie jest kilka.
– Figurki są plastikowe, metalowe, żywiczne, są też odlewy z żywicy oraz druk 3d. Pracuję więc na różnych materiałach, tym bardziej że dużo maluję również dla klientów. Niby nadal jest to hobby, ale jednocześnie obsługuję już konkretne zamówienia.
Każde podłoże ma swoją specyfikę.
– Przy metalu proces jest podobny – również trzeba przygotować powierzchnię i zastosować podkład. Taki metal jest jednak bardziej porowaty, dlatego podkładu trzeba czasem położyć grubiej.
To właśnie etap przygotowania powierzchni należy do tych elementów modelarstwa, przy których zawodowy lakiernik może poczuć się niemal jak w swoim naturalnym środowisku.
Bezbarwny na koniec. Mat, satyna albo połysk
Malowanie nie kończy się wraz z położeniem ostatniego koloru. Gotową powierzchnię trzeba również zabezpieczyć.
– Na koniec stosuję lakier bezbarwny, oczywiście w bardzo cienkich warstwach. Najczęściej używam matu albo satyny. Jeżeli mam element, który powinien połyskiwać, na przykład imitację wody, wtedy wchodzi w grę gloss.
W przypadku figurek kolekcjonerskich wymagania dotyczące powłoki są inne niż przy samochodzie, który przez lata musi znosić promieniowanie UV, deszcz, sól, zmiany temperatury czy chemię.
Inaczej wygląda sytuacja z figurkami przeznaczonymi do gry i regularnego dotykania.
– Jeżeli są to figurki do gier planszowych, zabezpieczenie powinno być mocniejsze. Można używać także lakierów samochodowych. Po odpowiednim rozcieńczeniu nie stanowi to problemu. W modelarstwie ważne jest jednak między innymi to, że potrzebujemy wykończenia matowego albo satynowego.
Podobieństwo technologiczne jest więc bardzo wyraźne.
– Całość jest mocno zbliżona do technologii samochodowej. Zaczynamy od szlifowania i szpachlowania, później mamy podkład. Tutaj nie muszę już zwykle szlifować samego podkładu, ponieważ przyczepność i jakość powierzchni są wystarczające. Później nakładam farby. Obecnie używam między innymi farb winylowo-akrylowych.
Od bohaterów filmowych po własne światy
Dzisiaj w centrum zainteresowania bydgoskiego modelarza znajdują się przede wszystkim większe figurki kolekcjonerskie.
– Skupiłem się na postaciach z filmów, gier i seriali. Od niedawna zacząłem też przygotowywać figurki na cele charytatywne i brać udział w różnych wystawach.
Fantastyka zajmuje w jego pracach dużo miejsca, ale repertuar nie ogranicza się wyłącznie do niej.
– Są postacie filmowe, z gier, seriali, ale też całkowicie wymyślone światy fantasy czy science fiction. Zdarzało mi się również malować żołnierzy, chociażby z okresu II wojny światowej. Mam nawet kilka takich dioram.
Diorama pozwala wyjść poza pojedynczą postać. Powstaje scena, otoczenie, światło, kolorystyka i opowieść.
– W pewnym momencie bardzo zainteresowało mnie tworzenie całych małych światów, czyli właśnie dioram. Przy nich wiele rzeczy robię właściwie z głowy. Nie zawsze potrzebuję zdjęć. Zwykle dość wcześnie wiem, jak będzie wyglądał efekt końcowy i jaki chcę uzyskać odbiór całego modelu.
Im większa figurka, tym trudniej ukryć niedoskonałość
W modelarstwie większy rozmiar nie musi oznaczać łatwiejszej pracy. Wręcz przeciwnie.
– Małą figurkę łatwiej pomalować pod względem odbioru całości. Oczywiście na niej też wykonujemy szczegóły, ale nie są one tak widoczne na pierwszy rzut oka. Przy dużej skali każdy natychmiast widzi wszystkie detale. Nie ma już możliwości, żeby coś przeoczyć.
Szczególnie wymagające są twarze.
– Oczy i wszystkie elementy twarzy trzeba podkreślić tak, żeby całość była jak najbardziej wierna materiałowi referencyjnemu. Przy postaciach filmowych wzoruję się oczywiście na zdjęciach. Przy innych projektach kolorystykę mogę wymyślać sam.
Sam Piotr Popielewski pracuje w bardzo różnych skalach.
– Obecnie sporo maluję w skali 1:12, czyli figurki mające około 15 centymetrów. Coraz częściej trafiają mi się także modele 30-centymetrowe. Najbardziej lubię jednak skalę 75 mm. To chyba moja ulubiona wielkość.
Na drugim końcu skali znajdują się prawdziwe miniatury.
– Są figurki mające 32 mm, ale zdarzało mi się malować nawet modele 10- czy 15-milimetrowe.
Cztery godziny albo trzydzieści. Reguły nie ma
Rozmiar nie pozwala jednoznacznie przewidzieć, ile potrwa praca.
– Nie ma jednej reguły. Nad małą figurką można męczyć się bardzo długo, a duża też może pochłonąć ogromną liczbę godzin. Generalnie samo malowanie zajmuje mi od około czterech do nawet trzydziestu godzin.
Czas zależy przede wszystkim od poziomu oczekiwanego wykończenia.
– Wszystko zależy od stopnia skomplikowania modelu i samego malowania. Jeżeli klient zamawia bardziej podstawową wersję, wiadomo, że spędzę nad nią mniej czasu.
Przy najbardziej dopracowanych realizacjach liczba operacji, których obserwator na końcu nawet nie zauważa jako oddzielnych warstw, może zaskoczyć osobę przyzwyczajoną do tradycyjnego lakiernictwa.
– Żeby uzyskać płynne przejście jednego koloru w drugi, czasami nakładam nawet 30-40 bardzo cienkich warstw. Można robić to zarówno pędzlem, jak i aerografem. Aerografem również blenduję kolory, nakładając jeden na drugi tak, żeby stopniowo zmieniała się barwa.
Finalnie oko nie powinno już wskazać punktu, w którym jeden odcień kończy się, a drugi zaczyna.
Nie tylko kolor. Trzeba namalować także materiał
Największą satysfakcję przynosi oczywiście ukończony model, ale dla Popielewskiego równie interesujące jest samo dochodzenie do efektu. Jednym z przykładów jest imitowanie półprzezroczystych materiałów. Nie chodzi przy tym o zastosowanie faktycznie przezroczystej powłoki.
– Można uzyskiwać na przykład efekt półprzezroczystości. I to wszystko jest po prostu namalowane farbami. Nie nakładam gotowego „efektu”, tylko maluję powierzchnię tak, żeby sprawiała wrażenie półprześwitującej. Na moich pracach można zobaczyć chociażby ubrania wykonane w ten sposób.
Współczesne malarstwo figurkowe coraz mocniej idzie w kierunku odwzorowywania faktury materiałów.
– Wiele technik zostało przeniesionych do figurek z klasycznego malarstwa. Teraz bardzo modnym efektem jest uzyskiwanie tekstury tkaniny – tak, żeby było widać strukturę ubrania. Na skórze można z kolei namalować chociażby dwudniowy zarost.
Innym obszarem, który szczególnie zainteresował Piotra Popielewskiego, jest NMM.
– Ostatnio mocno skupiłem się na technice NMM, czyli non-metallic metal. Polega ona na używaniu farb niemetalicznych w taki sposób, żeby gotowy element wyglądał jak wykonany z metalu. To bardzo ciekawa technika.
Metaliczność nie wynika więc z właściwości pigmentu, ale ze sposobu namalowania światła i cienia.
Kolorystyka musi działać jako całość
Przed rozpoczęciem pracy Piotr Popielewski najczęściej ma już obraz gotowej figurki w głowie.
– W większości przypadków wcześniej wiem, jak będzie wyglądał efekt końcowy. Mam wyobrażenie całego modelu i tego, jaki powinien dawać efekt wizualny.
Przy projektach konkursowych dochodzi jeszcze sposób prezentacji.
– Jeżeli maluje się pod konkurs, już sam wybór modelu może być podporządkowany temu, jak będzie się prezentował. Taką figurkę również maluje się nieco inaczej.
Nie oznacza to jednak, że pierwotna wizja zawsze przetrwa bez zmian.
– Zdarzało mi się zmieniać koncepcję, szczególnie przy ubraniach. Sama kolorystyka rządzi się swoimi prawami. Są na przykład triady kolorystyczne. Mamy kilka głównych kolorów i odpowiednie proporcje między nimi. Ważne jest też to, czy pracujemy na barwach ciepłych, czy zimnych.
Kolor podstawki również nie jest przypadkowym dodatkiem.
– Jeżeli figurka ma podstawkę, kolorystyka całego modelu bardzo mocno wpływa na jego odbiór. Czasem dopiero po pomalowaniu całości widać, że jakiś element jednak nie pasuje. Wtedy trzeba go przemalować, a zdarza się, że właściwie zaczyna się dużą część pracy od początku.
Można wydrukować niemal wszystko
Rozwój druku 3D otworzył przed malarzami figurkowymi zupełnie nowe możliwości. Nie trzeba już ograniczać się do seryjnych postaci dostępnych w sklepach.
– Zdarzało mi się malować konkretne osoby. Nie pokazuję takich prac w mediach społecznościowych, ale bywało, że ktoś zlecał wydruk samego siebie, a później trafiał on do mnie do pomalowania. Takie figurki często powstają na prezent.
Niektóre zlecenia trudno pomylić ze standardowym modelem kolekcjonerskim.
– Pamiętam na przykład marynarza siedzącego na minie. To był nietypowy projekt. Ostatnio zdarzyło mi się też malować Mariana Rejewskiego.
Granice wyznacza dziś w dużej mierze wyobraźnia osoby przygotowującej model cyfrowy.
– Druk 3D naprawdę bardzo dużo umożliwia. Sam się drukowaniem nie zajmuję, zlecam je innym, ponieważ chcę koncentrować się na jednej rzeczy, czyli na malowaniu. Ale dzisiaj można wydrukować właściwie dowolną postać, także człowieka na podstawie zdjęć. Jeżeli twórca potrafi coś zaprojektować, współczesny druk żywiczny pozwala przenieść to na model z ogromną liczbą szczegółów.

Siedem aerografów i mokra paleta
Warsztat malarza figurek jest niewielki tylko z punktu widzenia wymiarów obrabianych elementów. Liczba narzędzi szybko rośnie wraz z zaawansowaniem.
– Potrzebne są podkłady, farby, pęsety, pędzelki i oczywiście aerograf. Ja używam chyba siedmiu aerografów, a czasami pracuję trzema jednocześnie.
Aerograf stał się według niego jednym z podstawowych narzędzi współczesnego modelarza. Do tego dochodzą znacznie prostsze akcesoria.
– Na stole musi być kubek z wodą i mokra paleta. To mokra gąbka z położonym na niej specjalnym arkuszem, który można nawet zastąpić papierem do pieczenia. Dzięki temu farba nie wysycha. Mogę zamknąć paletę, otworzyć ją po dwóch dniach i farby nadal będą nadawały się do pracy.
W jego przypadku nauka aerografu nie zaczynała się jednak od zera.
– W pewnym okresie malowałem też obrazy aerografem. Dzięki temu, kiedy wróciłem do figurek, sama obsługa aerografu nie była dla mnie czymś nowym.
Czy lakiernik samochodowy poradzi sobie z figurką?
Zdaniem Piotra – ma ku temu bardzo dobre podstawy. Najważniejsze cechy potrzebne w jednym i drugim zajęciu są bowiem podobne.
– Podejrzewam, że lakiernik samochodowy całkiem dobrze by się w tym odnalazł. Bardzo duży nacisk kładzie się tutaj na precyzję i cierpliwość, czyli cechy, które lakiernik również powinien mieć.
Znajomość przygotowania podłoża jest kolejnym atutem.
– Każdy lakiernik powinien znać przygotowanie powierzchni, a tutaj wystarczy przenieść je na mniejszą skalę. Zasada jest właściwie identyczna. Trzeba tylko używać drobniejszych papierów i nakładać cieńsze warstwy materiału.
Znane są również problemy.
Zacieki? Pyłki? Wtrącenia? Reakcje materiałów?
– Oczywiście. Właściwie wszystko można tutaj przełożyć z lakiernictwa.
Są natomiast techniki malarskie, które dla osoby skupionej wcześniej wyłącznie na samochodach mogą być czymś zupełnie nowym.
– Zaskoczyć może już samo malowanie modelu: postarzanie, czy cieniowanie. Nie polega to na tym, że nakładam po prostu jeden podstawowy kolor. Z jednego koloru potrafię przejść w zupełnie inny. Staram się robić to tak płynnie, żeby oko nie było w stanie wychwycić granicy pomiędzy nimi.
To w tym miejscu lakiernicza znajomość materiału spotyka się z klasycznym warsztatem malarskim.
Najbardziej boli błąd na samym końcu
Wielogodzinna praca nad powierzchnią kilkunastocentymetrowej figurki może zostać przekreślona dosłownie w ostatniej fazie. Dokładnie tak, jak przy dużym elemencie samochodu.
– Najbardziej boli chyba błąd przy końcowym zabezpieczeniu, czyli lakierze bezbarwnym. Czasami coś może się podnieść albo zważyć. Tego właściwie nie da się już normalnie poprawić. Trzeba wszystko usunąć do gołego podłoża i zaczynać od początku. Dokładnie tak samo jak przy samochodach.
Zaciek również potrafi oznaczać katastrofę.
– Żeby usunąć zaciek, należałoby powierzchnię szlifować. Na skończonym modelu jest to bardzo trudne, bo oznacza ryzyko ponownego wykonania właściwie całego procesu.
Im więcej pracy włożono wcześniej w płynne przejścia, detale twarzy, skórę czy imitacje materiałów, tym bardziej dotkliwy staje się taki błąd.
Detal mniejszy niż wydaje się gołym okiem
Praca z figurkami potrafi zejść do poziomu, przy którym część modelarzy korzysta z dodatkowego powiększenia.
– Bardzo dużo osób używa specjalnych okularów z lupą albo samych lup powiększających. Ja akurat ich nie potrzebuję. Po zdjęciu swoich okularów mogę bardzo mocno zbliżyć model do oczu, dlatego radzę sobie bez dodatkowego powiększenia.
Precyzja nie oznacza jednak wyłącznie namalowania najmniejszej możliwej kreski. Równie ważne jest to, jak wszystkie szczegóły działają razem – światło, cień, faktura, temperatura barw i kontrast.
„Zawsze można zrobić coś lepiej”
Choć Piotr Popielewski realizuje zlecenia klientów i przygotowuje modele na aukcje charytatywne, malowanie figurek pozostaje aktywnością wykonywaną po godzinach.
– Zajmuję się tym po pracy. Zawodowo pracuję jako lakiernik, a figurki pozostają moją pasją, chociaż obecnie jest w tym coraz więcej zamówień dla klientów i projektów przygotowywanych na aukcje charytatywne.
Nie traktuje przy tym swojego warsztatu jako czegoś skończonego. Kolejne modele mają być nie tylko następnymi realizacjami, lecz także okazją do poprawienia konkretnej techniki.
– Cały czas chodzi o dopracowywanie efektów i o to, żeby kolejna rzecz wyglądała jeszcze lepiej.
I właśnie tutaj ponownie pojawia się porównanie z lakiernictwem. Nawet ukończony model nie zawsze daje poczucie absolutnego końca.
Być może właśnie to najlepiej łączy oba światy Piotra Popielewskiego. Niezależnie od tego, czy powierzchnia ma kilka metrów, czy kilkadziesiąt milimetrów, pozostają te same fundamenty: przygotowanie, kontrola materiału, precyzja, cierpliwość i przekonanie, że następny efekt może być jeszcze lepszy.
Autor: Waldemar Radziewicz
Zdjęcia: Piotr Popielewski
1. Na czym polega malowanie figurek kolekcjonerskich?
Proces obejmuje przygotowanie powierzchni, szlifowanie i szpachlowanie połączeń, nałożenie podkładu, malowanie pędzlem lub aerografem oraz końcowe zabezpieczenie figurki lakierem bezbarwnym.
2. Czy przy malowaniu figurek wykorzystuje się techniki znane z lakiernictwa samochodowego?
Tak. Przygotowanie powierzchni, stosowanie podkładów, nakładanie cienkich warstw materiału czy zabezpieczanie lakierem bezbarwnym są bardzo podobne do procesów stosowanych w lakiernictwie samochodowym.
3. Czy do malowania figurek można używać aerografu?
Tak. Aerograf jest jednym z podstawowych narzędzi pozwalających uzyskiwać płynne przejścia kolorystyczne, cieniowanie i bardzo cienkie warstwy farby.
4. Ile czasu zajmuje pomalowanie jednej figurki?
W zależności od wielkości modelu, liczby detali i oczekiwanego poziomu wykończenia samo malowanie może zająć od kilku do nawet kilkudziesięciu godzin.
5. Czy lakiernik samochodowy może wykorzystać swoje doświadczenie przy malowaniu figurek?
Tak. Wiedza dotycząca przygotowania powierzchni, materiałów, podkładów i nakładania powłok jest bardzo przydatna. Kluczowe znaczenie mają również precyzja i cierpliwość.
Uwaga redakcji:
Artykuł został uzupełniony o elementy redakcyjne (SEO, struktura nagłówków, sekcja FAQ) w celu poprawy czytelności oraz dostępności treści w wyszukiwarkach internetowych i narzędziach opartych na AI. Treść merytoryczna artykułu pozostaje autorstwa autora.
Sekcja FAQ została przygotowana przez redakcję Lakiernik.com.pl w celu ułatwienia czytelnikom zrozumienia zagadnienia.
Więcej porad dla lakierników i blacharzy znajdziesz na Lakiernik.com.pl oraz w naszej branżowej grupie na Facebooku, gdzie praktycy dzielą się realnymi doświadczeniami z warsztatu.

Od redakcji: Malowanie kasku rajdowego może być znacznie większym wyzwaniem niż niejeden skomplikowany projekt samochodowy. …

Od redakcji: Motocykle customowe w jej wydaniu nie powstają według gotowych schematów ani chwilowych trendów. …

Od redakcji: Edukacja młodych lakierników to inwestycja w przyszłość całej branży napraw samochodowych. Michał Sztuba …
